$20.99 - Niezwykle inspirujące opowieści dla małych i dużych. Umiejętnie łączą starożytną mądrość z tematami współczesnego życia. Uczą miłości, dobroci, a także wzmacniają poczucie własnej wartości.
Skuteczny mailing to jedno z najlepszych narzędzi marketera. Według badań OptinMonster aż 99% posiadaczy skrzynek mailowych sprawdza je każdego dnia. Niektórzy nawet 20 razy dziennie. Jednak nawet najlepszy newsletter na świecie nie ma szans w bitwie o serca i umysły Twoich klientów, jeśli nie zadbasz odpowiednio o bazę mailingową.
W końcu dość już miał czekania. Schwycił kluczyki od samochodu i podszedł do drzwi z zamiarem udania się do Barbary, gdy wtem wyczuł osobę znajdującą się za progiem. Jak zwykle Roderick zjawiał się nie w porę. W tym momencie rozległo się pukanie. Niemal natychmiast otworzył drzwi i stanął twarzą w twarz z niespodziewanym
Fast Money. Opis Przez ostatnie 50 lat kościół praktykował wzór zdobywania ludzi dla Chrystusa, który wykorzystuje wyuczone na pamięć prezentacje. Te „jednostronne prezentacje” były niezbędne, ponieważ praktycznie w ogóle nie próbowano rozwinąć więzi miłości pomiędzy wierzącymi a niewierzącymi. W czasie pierwszego kontaktu, osobie zadawano pytanie na temat jej relacji z Jezusem Chrystusem. Zwykle odnosiło się do życia po śmierci, a nie do tego, jaką różnicę uczyniłoby dzisiaj w życiu stanie się chrześcijaninem. W rezultacie, świat kościoła jest wypełniony traktatami ewangelizacyjnymi i kursami ewangelizacyjnymi, które zachęcają dwie obce sobie osoby do dyskusji na temat Bożego planu zbawienia, nie dbając w ogóle o to, aby te osoby się poznały. Książka napisana jest w formie podręcznika, który wyposaży cię, abyś usługiwał niewierzącym oraz tym, którzy przychodzą na wspólne zgromadzenie twojego kościoła. Ten kurs nie zachęca cię do stania się „sprzedawcą” ewangelii. Pomaga w praktyczny sposób zrozumieć, że prawdziwa ewangelia jest zawsze ewangelią relacji. Źródło: Data dodania: środa, 23 sierpień 2017 The best bookmaker bet365 Free Premuim Templates by BIGTheme © Kościół Zielonoświątkowy Zbór w Tczewie
W naszym regionie bije gruzińskie serce Jest takie miejsce w Nowym Sączu, które przenosi nas prosto na górzyste tereny Gruzji. Otwierając drzwi piekarni WAZI wkraczamy do innego świata, niepodobnego do naszej sądeckiej rzeczywistości. Gruzińska piekarnia z ulicy Lwowskiej 69 podbiła serca sądeczan, którzy rozsmakowali się w wyjątkowych wypiekach. Niektórzy mają już swoje ulubione pozycje w menu, inni wciąż próbują coraz to ciekawszych wariantów. Tutaj każdy, kto kiedykolwiek odwiedził Gruzję może przypomnieć sobie jej smak i zapach, a nawet dźwięk. W obecnych czasach, kiedy podróżowanie jest utrudnione, WAZI działa jak samolot pierwszej klasy wprost do Tbilisi. Poznawanie nowej kultury i kuchni jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Piekarnia WAZI otworzyła również swoje drzwi dla mieszkańców Limanowej. Gruziński punkt można znaleźć na ulicy Jana Pawła II 7, obok Urzędu Miasta. Na gruzińskim stole W piekarni WAZI spróbujemy Chaczapuri z przeróżnymi dodatkami. Znajdzie się coś dla smakoszy mięsnych przysmaków oraz dla tych, którzy preferują dania jarskie. Idealnie wypieczone ciasto drożdżowe z farszem rozpływa się w ustach. Kupimy tutaj chleb Puri, który wcale naszego polskiego chleba wyglądem nie przypomina, lecz zaskoczy nas swoim smakiem. Przeszklone witryny w piekarni kuszą nas słodkimi przysmakami; ciastami półfrancuskimi z nadzieniem czy ruletką gruzińską. Każda pozycja z menu gruzińskiej piekarni WAZI jest przygotowywana według tradycyjnych receptur. Wszystko wykonywane jest dokładnie tak, jak w Gruzji, co niewątpliwie jest dużą zaletą tego miejsca. W dodatku, czekają tam na nas tradycyjne gruzińskie napoje: słodka lemoniada oraz zdrowotna woda Borjomi. Klienci w kuchni Wszystkie produkty wykonywane są z naturalnych składników. W cieście na Chaczapuri nie znajdziemy nic więcej niż wodę, mąkę, sól i drożdże. Klienci mogą się o tym przekonać na własne oczy, ponieważ proces przygotowywania potraw nie dzieje się za zamkniętymi drzwiami kuchni. Wszystko przygotowywane jest bez konserwantów i barwników tuż za ladą, na oczach klientów. Aby zachować tradycyjny smak gruzińskich przysmaków piekarz Zurabi Shekiladze używa tylko przypraw importowanych z ojczyzny. Tradycyjny gruziński piec nie jest tylko miłą ozdobą - to tam pieczone są chleby Puri. Klienci nie kupią tutaj wczorajszego chleba, ani nieświeżych przysmaków. WAZI, czyli co? W gruzińskiej piekarni każdy przywita nas z uśmiechem, bo gościnność i życzliwość to wizytówka Gruzinów. Nie znajdziemy tutaj podrabianych potraw wątpliwej jakości. Zurabi Shekiladze dba o to, aby wszystko było przygotowane dokładnie tak, jak w jego ojczystej Gruzji. Z tego powodu Chaczapuri przygotowują doświadczeni gruzińscy piekarze, którzy przyjechali do Polski na specjalne zaproszenie właścicieli piekarni. Jak podkreśla Zurabi Shekiladze, przygotowanie ciasta wcale nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać, potrzebna jest do tego wprawa i znajomość gruzińskich tradycji. Właściciele WAZI swoją pierwszą gruzińską piekarnię otworzyli w Krakowie. Tam gruzińskie przysmaki zbierały najlepsze recenzje. Piekarnia została odznaczona prestiżową w świecie kulinarnym nagrodą "Orły" w 2020 roku. Mimo tego, WAZI, którego nazwa pochodzi od pędów winorośli, nie ma zamiaru przemienić się w masową piekarnię z halami produkcyjnymi. To miejsce, gdzie po prostu można poczuć się jak w Gruzji. Piekarnię WAZI znajdziecie na ulicy Jana Pawła II 7 w Limanowej oraz na ulicy Lwowskiej 69 w Nowym Sączu. Koniecznie odwiedźcie ich stronę internetową: oraz profil na Facebooku: WAZI - Gruzińska piekarnia. Sylwia Siwulska (fot. Wazi).
Otwierając drzwi zbolałych serc... Z Józefem Dudkiewiczem, publicystą i psychologiem, długoletnim prezesem Katolickiego Klubu Dyskusyjnego na Manhattanie, rozmawia Agnieszka Warecka. „Sumienie obudzone” to nieco szerzej pomyślana recenzja autobiograficznej książki Bernarda Nathansona. Ale przede wszystkim dodatkowy głos w kwestii aborcji. Co skłoniło Pana do zainteresowania się tematem? Był rok 1996 r. Mieszkałem wtedy w Nowym Jorku. Na Manhattanie, przy 2. Alei i 22. Ulicy, działała największa wówczas na wschodnim wybrzeżu kontynentu klinika aborcyjna. Przechodząc obok, spotykałem ludzi z różańcami w rękach, których od wejścia do gmachu energicznie odgradzała policja. Z czasem sam zacząłem stawać w grupie modlących się w intencji matek chcących zabić swoje poczęte dzieci. W tym czasie ukazała się też książka autorstwa prof. Nathansona, dyrektora tej kliniki. Przetłumaczona na język polski, do czytelników trafiła jako „Ręka Boga”. I przyjęła formę świadectwa lekarza ateisty, w którym obudziło się sumienie... W swojej autobiografii Nathanson przyznaje, iż w latach sześćdziesiątych w sposób czynny zaangażował się w zniesienie zakazu przerywania ciąży w Ameryce, co następnie zaowocowało podobnymi ustawami niemal we wszystkich krajach świata. W klinice, której był dyrektorem, dokonywano 120 aborcji dziennie. W ciągu 2 lat przeprowadzono w sumie 60 tys. zabiegów. A dodatkowe 10 tys. nadzorował w innym szpitalu. Już jako człowiek nawrócony wyznał, że czuje się odpowiedzialny za 75 tys. aborcji oraz że w liczbie tej mieści się również zabieg dokonany na jego własnym dziecku. Przypomnijmy, co spowodowało tak wielką przemianę. Moralną obojętność wobec problemu przerywania ciąży zmieniło wynalezienie ultrasonografu na początku lat siedemdziesiątych. Postawiony twarzą w twarz z obrazem embrionu w łonie matki, Nathanson przestał wierzyć w aborcję na życzenie. Ale potrzebował jeszcze kilkunastu lat, zanim zapragnął zobaczyć, co dzieje się z dzieckiem po włączeniu maszyny, która wysysa „coś”, co trafia do torebki z gazy jako strzępy tkanek. I dopiero kiedy w 1984 r. w studium montażowym obejrzał sfilmowane łono matki, doznał tak silnego wstrząsu, że postanowił już nigdy więcej nie przeprowadzać zabiegu aborcji. Przekonały go nie względy religijne, ale widok dziecka abortowanego w zaawansowanym okresie ciąży! W Boga uwierzył później. Nawrócony, zaczął pokazywać filmy na zgromadzeniach obrońców życia w całym kraju. „Niemy krzyk”, a po nim drugi obraz „Zaćmienie rozumu” wywołały w świecie prawdziwy ferment... Szerokim echem odbiła się też wizyta Nathansona w Polsce. W 1996 r., a więc w czasie, kiedy w Sejmie toczyła się debata nad złagodzeniem ustawy antyaborcyjnej. Profesor wystąpił wówczas między innymi na Konferencji Episkopatu Polski, gdzie tłumaczył obecnym, że zabezpieczenie Polski przed społecznym rozkładem w dużej mierze zależy od biskupów i księży oraz że ingerencja Kościoła w politykę ma uzasadnienie w sytuacji, kiedy dylematy dotykają spraw moralnych. Zaś niepowstrzymanie aborcji da zielone światło eutanazji, zalegalizowanej już wówczas w Holandii, jednym ze stanów Australii i dwóch Ameryki. Dalej wyjaśniał, że lawina tocząca się ku dolinie śmierci skończy na inżynierii genetycznej, tworzącej nowe formy życia, trudne do wyobrażenia, a tym bardziej do przyjęcia dla zwykłego śmiertelnika. Apelował tym samym, by naród, który tak wiele wycierpiał w ostatnich stuleciach, nie kroczył krwawymi śladami Stanów Zjednoczonych. Śladami, którym poniekąd sam dał początek... W swojej autobiografii szczegółowo wyjaśnia proces całego przedsięwzięcia. Wystarczyło 2 ludzi i sprzyjające ich usługom media. Jaka zatem będzie puenta „Sumienia...”? Wybór formy obszernej recenzji autobiografii Nathansona, pozwolił mi na poruszenie szeregu zagadnień oraz opracowanie ich w osobnych 12 rozdziałach. Ostatnim dotykam sedna sprawy... Przed człowiekiem o wrażliwym sumieniu staje bowiem dziś problem odwrócenia kierunku cywilizacji od śmierci ku życiu. Jest na to jeden sposób! Tak jak matka dopuszcza do śmierci swojego nienarodzonego dziecka, tak też ona tylko będzie w stanie zaważyć na duchowym przeobrażaniu świata. Jan Paweł II wzywał kobiety, by spojrzały na siebie i zobaczyły życie takim, jakim mogłoby ono być. Nie chciał, aby te z nich, które poddały się zabiegowi przerwania ciąży, zostały uwięzione w swojej przeszłości niczym w pułapce. Zdaniem Papieża, właśnie one poprzez odejście od rozpaczy i pogodzenie z tym, co zaszło, żyjąc nadzieją, mogą dostarczyć jednego z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do przyszłości. Po przebytym cierpieniu i duchowym ozdrowieniu powinny stać się świadkami oraz ratunkiem dla innych kobiet - nieświadomych i złudzonych kłamstwem „prawa do własnego ciała”. Ponieważ opowiadać się po stronie życia to stawać w obronie prawdy o pochodzącej od Boga godności i wartości każdej ludzkiej istoty. A jak przebić się z nadzieją na przyszłość do tych, których życie umarło razem z dziećmi? Nie ma kobiety, która nie przeżywałaby utraty ciąży. Cierpienie tych spośród nich, które poddały się zabiegowi aborcji, ma szansę stać się pomostem od przeszłości do przyszłego poszanowania życia. Przekroczywszy własny próg nadziei, nabytą ufność mogą one szczepić w serca zniewolone lękiem, napawane kłamstwem, względnie zdecydowane na zabicie swojego poczętego dziecka... Jego utrata może w każdej chwili i u każdej z nich przerodzić się w oddanie życia sprawie nienarodzonych. Tym samym kobieta ma szansę stać się źródłem mądrości i zdrowia dla drugiej. Chwalebne byłoby, gdyby taki ruch ozdrowieńczy zaproponowały Kościołowi w Polsce właśnie kobiety! Na wzór istniejącego Ruchu Czystych Serc... ...byłby to ruch zranionych serc. Zresztą oba są komplementarne w tej materii. A nam potrzeba takiego ruchu! Potrzeba nam żywych świadectw pozwalających zrozumieć, że aborcja nie jest rozwiązaniem. A najbardziej wiarygodny będzie głos tych, które tej tragedii doświadczyły poniekąd na sobie. Kultura śmierci pozostawiając kobiety po aborcji samym sobie, skazuje je tym samym na ból i depresję. Iluzja „wolnego wyboru” prowadzi je często na manowce. Zaś rozpacz po stracie dziecka tym bardziej domaga się głośnego wyrażenia żalu, a w konsekwencji dążenia do pojednania z Bogiem oraz bliskimi. I to właśnie Kościół, kapłani w łączności z psychoterapeutami, mogą otwierać Chrystusowi drzwi zbolałych serc. Z kolei matki powinny świadczyć o tym, że wartości ludzkiego istnienia nie da się mierzyć w kategoriach kalkulacji ekonomicznych czy politycznych. Kobiecie został bowiem powierzony dar życia, stanowiący podstawę jej moralnej i duchowej siły, a przez nią narodu oraz świata. Jan Paweł II w liście apostolskim „Mulieris dignitatem” pisał, że nasze czasy w sposób szczególny oczekują na objawienie geniuszu kobiety, który zabezpiecza wrażliwość na człowieka w każdej sytuacji dlatego, że jest on... człowiekiem! Ale także dlatego, że największa jest miłość. I właśnie zrozumienia tego przesłania życzymy Czytelnikom! Przeczytać książkę do końca to pewien wysiłek. Łatwiej pstryknąć i zobaczyć obraz w oknie TV. Jedynie utrwalony kulturowo odruch daje piszącemu nadzieję, że zadziała on u kogoś jeszcze i jego publikacja znajdzie się w polu uwagi. „Sumienie obudzone” dotyka zagadnienia terroru na skalę niespotykaną dotąd w dziejach ludzkości, bo godzącego w całą współczesną cywilizację. Co wiemy o przeżyciach kobiet po aborcji i ku czemu zmierzamy w tym kołowrocie zbrodni? — to tylko niektóre z poruszonych w książce zagadnień. Im większa świadomość społeczeństwa, tym większe szanse na okiełznanie ogromu zła. Refleksje polecam z nadzieją, że jak długo wybieramy dobro, nie grozi nam zniewolenie. Dziękuję za rozmowę. opr. aw/aw Copyright © by Echo Katolickie
otwierając drzwi swojego serca